XXVIII
Hey, Hi, Hello :) Witam wszystkich, bo tak jakoś, o ile mnie wzrok nie myli, to jest nas coraz więcej i jest mi z tego powodu bardzo, ale to bardzo miło. Także, dzięki wszystkim, którzy czytają to opowiadanie, a w ogóle podwójne DZIĘKUJĘ wędruje do tych, którzy komentują. A już szczególnie do Ani i Oli, których komentarze są ze mną prawie od początku i bardzo mnie motywują do tego, żeby dalej to opowiadanie pisać i poruszać swoją wyobraźnię :) Także dla tych wszystkich i dla każdego z osobna prezentuję kolejny rozdział :) ENJOY! :))))
Hey, Hi, Hello :) Witam wszystkich, bo tak jakoś, o ile mnie wzrok nie myli, to jest nas coraz więcej i jest mi z tego powodu bardzo, ale to bardzo miło. Także, dzięki wszystkim, którzy czytają to opowiadanie, a w ogóle podwójne DZIĘKUJĘ wędruje do tych, którzy komentują. A już szczególnie do Ani i Oli, których komentarze są ze mną prawie od początku i bardzo mnie motywują do tego, żeby dalej to opowiadanie pisać i poruszać swoją wyobraźnię :) Także dla tych wszystkich i dla każdego z osobna prezentuję kolejny rozdział :) ENJOY! :))))
-
Jak mogłeś, Nick?! - jej krzyk słychać było chyba w całym bloku. Nick wydawał
się być jednak zupełnie tym nieporuszony.
-
O co Ci chodzi? - zapytał, pijąc spokojnie herbatę.
-
O co mi chodzi?! Mnie? Jak mogłeś odebrać ten cholerny telefon? Czy nikt Cię
nie uczył, że cudzych rzeczy się nie dotyka?
-
Meggie daj spokój, dobra? Podobno chciałaś zacząć od nowa. Ja Ci to tylko
ułatwiłem - stwierdził, nadal na nią nie patrząc.
-
Ułatwiłeś? Jak w ogóle możesz tak powiedzieć? Czy ty zdajesz sobie sprawę co on
w tej chwili o mnie myśli?
-
A ma to dla Ciebie jakieś znaczenie? Cały czas powtarzałaś, że i tak nie macie
szans być znowu razem, więc w czym problem? Przynajmniej masz pewność, że nagle
nie zapuka do Twoich drzwi w habicie.
-
Wyjdź - jej głos brzmiał groźnie.
-
Słucham?
-
Wyjdź, powiedziałam. Nie mam zamiaru tego wysłuchiwać. Przemyśl to sobie. Jak
wrócisz, to wtedy pogadamy. A na razie nie chcę Cię widzieć.
-
Meggie, nie róbmy melodramatów, dobra? Idź lepiej spać. Jak wstaniesz, to sama
dojdziesz do wniosku, że miałem rację. Odebrałem ten telefon, bo tak uważałem
za słuszne. Nie mam zamiaru z niczego się tłumaczyć.
-
Szkoda - powiedziała, ale barwa jej głosu przeczyła słowom. Była zimna jak lód,
a z jej oczu leciały płomienie. - A teraz wyjdź. - powtórzyła. Widziała jak
patrzy na nią zdziwiony, ale mimo to zabrał z wieszaka kurtkę i założył buty. Z
szafki zgarnął jeszcze portfel i wyszedł z mieszkania, mówiąc tylko jedno
słowo.
-
Cześć.
Gdy
zatrzasnęły się za nim drzwi, oparła się o nie i osunęła powoli na ziemię,
dając wreszcie upust łzom, które zebrały się w jej błękitnych oczach. Miała już
dość. Nie potrafiła poradzić sobie z własnym życiem. Gdy zobaczyła jego imię na
wyświetlaczu telefonu, obudziła się w niej jakaś idiotyczna nadzieja. Dopiero
chwilę później dotarło do niej, że to Nick odebrał ten telefon, nie ona. To
Nick rozmawiał z Paddy’m, nie ona. Co może sobie pomyśleć facet, którego
niedawno rzuciła dziewczyna, a gdy on do niej dzwoni, telefon odbiera jakiś,
nieznany mu mężczyzna? Rozwiązanie nasuwało się samo. Było tak cholernie
oczywiste, nawet dla niej. Nie chciał z nią rozmawiać, tylko zwyczajnie się
rozłączył. Miał do tego pełne prawo, i nawet jeżeli ją to bolało, to jak najbardziej
go rozumiała. Gdyby telefon Paddy’ego odebrała jakaś kobieta, pewnie
zareagowałaby dokładnie tak samo. Nie miałaby ochoty już rozmawiać, ani
wysłuchiwać tłumaczeń. Mimo to…, to jednak bolało. Że nie dał jej nawet
możliwości usłyszenia jego głosu. Wolałaby żeby na nią nawrzeszczał, cokolwiek,
a on ją po prostu zignorował. Wiedziała, że o niej jeszcze nie zapomniał, nie
dzwoniłby gdyby tak się stało, ale teraz była pewna, że nie odezwie się już
nigdy. Sama była temu winna. A to bolało dużo bardziej, niż gdyby mogła zwalić
winę na kogoś innego.
…
-
Zadzwoniłem do niej - powiedział cicho, siadając naprzeciwko Joy. Musiał to
komuś powiedzieć, a ona była pierwszą osobą, o której pomyślał. Wiedział kiedy
bywa w bibliotece, więc poszedł tam jeszcze tego samego dnia, mając nadzieję,
że ją tam zastanie. Jak zawsze siedziała przy swoim stoliku, pochłonięta przez
tony walających się wokół niej kartek i skryptów.
-
Strasznie się cieszę - jej buzia rozjaśniła się na moment, dopóki nie zobaczyła
jego smutnych oczu i niesamowicie bladej cery. - Nie dogadaliście się? Może
powinniście się spotkać, tak jest czasem łatwiej? - próbowała go, na swój
sposób, pocieszać. - Na pewno wszystko się jeszcze ułoży, zobaczysz.
-
Odebrał jakiś facet. - powiedział jeszcze ciszej, jakby wypowiadane słowa
sprawiały mu wręcz fizyczny ból. - To była noc, a jej telefon odebrał jakiś
obcy facet.
-
Nie rozumiem. - powiedziała cicho, chyba bardziej do siebie, niż do niego.
-
Ja też nie. - powiedział.
-
To znaczy, że ona kogoś ma? - zapytała. - Tak mi przykro, Paddy - powiedziała
cichym i ciepłym głosem, kładąc przy tym delikatnie swoją drobną dłoń na jego
ramieniu.
-
Mnie też. Nawet nie wiesz jak bardzo.
-
A może to jakaś pomyłka? Może to jakiś kuzyn, albo coś? Nie wiem. Powiedziała
Ci coś w ogóle?
-
Nawet z nią nie rozmawiałem.
-
Dlaczego? Może jest jakieś logiczne wytłumaczenie?
-
Jakie? Jest środek nocy, jej telefon odbiera jakiś facet i mówi, że Meggie
właśnie zasnęła. Jak to brzmi? - jego głos był ciężki, jakby od nadmiaru
tłumionych emocji.
-
Wiem, ale może to naprawdę nie tak? Ja wiem, że to nie wygląda zbyt dobrze, ale
może jednak? Nadal uważam, że powinniście porozmawiać. - powiedziała.
-
To już nie ma sensu. Nie mam już siły walczyć. - powiedział zmęczony. - Ja już
przegrałem, nawet nie stając do walki.
-
Naprawdę strasznie mi przykro. Zwłaszcza, że to trochę moja wina. Sama kazałam
Ci z nią porozmawiać. - smutek w jej głosie był bardzo wyraźny, tak samo jak
poczucie winy.
-
I tak bym się kiedyś dowiedział. Im wcześniej tym lepiej. Przynajmniej nie będę
się już łudził marzeniami. Widocznie tak miało być. Może jest w tym jakiś sens,
którego jeszcze nie widzę? Może to znak, że powinienem tu jednak zostać? Sam
już nie wiem.
-
A chciałeś odejść? - zapytała cicho.
-
Myślałem o tym. I tak nie przyjąłem jeszcze święceń. Nic mnie tu tak naprawdę
nie trzyma. Tylko, że teraz nie mam już tak właściwie do czego wracać.
-
Przecież masz rodzinę. Jak możesz powiedzieć, ze nie masz do kogo wracać?
Jestem pewna, że Twoje rodzeństwo by się ucieszyło, gdybyś wrócił do domu.
Oczywiście to Twoja decyzja. Ale jeżeli nie jesteś pewny, to uważam, że nie
powinieneś. To nie jest decyzja na chwilę, bycie zakonnikiem to całe życie. I
to zupełnie inne do Twojego. Musisz to naprawdę dobrze przemyśleć.
-
Mówisz jak Francis - uśmiechnął się blado.
-
Widocznie oboje mamy rację. - odwzajemniła jego uśmiech. - Może daj sobie parę
dni? Nie wiem? Wyjdź poza te mury? Zobacz na czym Ci tak naprawdę zależy. Ta
jedna rozmowa nie powinna mieć wpływu na Twoją decyzję. Musisz ochłonąć,
przespać się z tym, przemyśleć wszystko na spokojnie i dopiero wtedy coś
postanowić. Decyzje pod wpływem, chwili nigdy nie wychodzą na dobre. Daj sobie
chwilę. I pamiętaj, że ja zawsze chętnie Ci pomogę. Możesz na mnie liczyć. -
uśmiechnęła się do niego ciepło.
-
Dzięki, wiem. - powiedział. - Naprawdę cieszę się, że Cię poznałem. Nawet nie
wiesz, jak bardzo już mi pomogłaś. Ty jedna mnie nie osądzasz.
-
Bo to nie moja rola. - zaśmiała się. - Nigdy nie powinno się osądzać drugiego
człowieka. W końcu nie wiemy dlaczego podejmuje takie, a nie inne decyzje.
Czasem coś, co dla nas wydaje się nie być słuszne, dla innych jest jedynym
wyborem. - chwyciła jego dłoń i ścisnęła ją lekko, starając się dodać mu
otuchy. Wiedziała, że cała ta sytuacja nie jest dla niego łatwa. Widziała w
jego oczach ogromny ból i niepewność. I nie potrafiła temu zaradzić. Potrzebny
był mu ktoś bliski, przyjaciel, a ona była tylko zwykłą znajomą, która tak
właściwie nic o nim nie wiedziała. Owszem, znała kilka faktów, ale tylko tyle,
ile on chciał jej powiedzieć. Nie wiedziała co tak naprawdę przeżywa, jak się
czuje. Nie znała go wcześniej i nie umiała ocenić jak bardzo rozstanie na niego
wpłynęło. Nie wiedziała ile znaczyła dla niego Meggie, i ile jeszcze znaczy.
Mogła tylko przypuszczać z niektórych jego słów, ale to było zdecydowanie zbyt
mało. A mimo to bardzo chciała mu pomóc. Czuła, że ktoś postawił przed nią
wyzwanie, naprawić jego złamane serce, i chciała temu podołać. Polubiła tego
chłopaka. Zawsze myślała, ze piosenkarze to gwiazdeczki, którym w głowie tylko
kolejne tysiące na koncie i wyrywanie panienek na koncertach. On był jakby zaprzeczeniem
tego. Był cichy, spokojny, ale jednocześnie tak bardzo smutny. Chciała zobaczyć
na jego twarzy uśmiech. Chciała chociaż na chwilę zobaczyć tego Paddy’ego,
którym był kiedyś. Tego, który bawił się na scenie podczas koncertów, tego
który jeździł po świecie autokarem wraz ze swoją rodzinę. Tego, który potrafił
się cieszyć, tego z błyskiem w niebieskich oczach. Ale on był schowany gdzieś tam
na dnie. I bardzo ciężko było się do niego dostać i wydobyć go stamtąd.
…
- Proszę Cię, Angelo. - łzy w jej głosie były dużo
bardziej wyraźne niż zwykle. - Wiem, że nie zasłużyłam, ale pozwól mi naprawić
coś, co jeszcze da się naprawić. Chcę tylko porozmawiać. Jesteś moją ostatnią
nadzieją.
-
Wiesz, że on nie będzie chciał z Tobą rozmawiać? -zapytał.
-
Nawet jeśli, to i tak chcę to zrobić. Proszę tylko o jedno.
-
W porządku, ale żeby później nie było na mnie, dobra? I tak Patricia mnie zabije,
że Ci powiedziałem. - potem powiedział jeszcze jedno. To, o co tak bardzo go
prosiła. Zapisała szybko adres na kartce.
-
Dzięki, nawet nie wiesz jak bardzo jestem Ci wdzięczna - łzy płynęły nadal po
jej policzkach, ale na ustach pojawił się delikatny uśmiech.
…
- Meg,
co ty robisz? - zapytał, gdy wszedł rano do mieszkania, Nick. Meggie stała
pomiędzy porozwalanymi rzeczami i wrzucała je do niewielkiej czarnej torby.
-
Nie widać? Pakuję się. - odpowiedziała, nawet na niego nie patrząc. Wrzucając
tylko kolejne przedmioty do torby. Biegała co chwila w tę i z powrotem
zbierając najpotrzebniejsze rzeczy.
-
Znowu uciekasz? - zapytał.
-
Tym razem nie. Muszę zrobić, coś co powinnam zrobić już dawno.
-
Jesteś tego pewna - zapytał podchodząc do niej. Dotknął jej ramienia i odwrócił
w swoją stronę, patrząc intensywnie w jej błękitne tęczówki. Nie chciał żeby do
niego jechała, ale wiedział, że jej nie powstrzyma, skoro już podjęła decyzję.
-
Jak nigdy. - uśmiechnęła się do niego blado.
Ooooooooo! To z powodu dedykacji :D Dziękuję, polecam się i czytać będę nadal :)
OdpowiedzUsuńOoooooooo! To z powodu części! Podoba mi się ta Joy. Zamiast bracie John Paul, to do niego per PAddy, hahaha! A on nawet nie zauważył. I fajny opis jak ona postrzega muzyków. Super! I dobrze, że Meg nakrzyczała na Nicka, należało mu się! Imbecyl! Jak on mógł tak powiedzieć, że odebrał telefon, bo uznał to za słuszne, no kamon! Ja zazwyczaj czytam część dwa razy, bo najpierw na szybko, żeby wiedzieć, co dalej, a potem ponownie, bardziej ze zrozumieniem. Hehe! Powodzenia i weny!
No cóż, Joy jest jednak specyficzna, ale chyba taką ją lubię, no i Paddy chyba też :P Ona od początku tak przewija raz bracie, raz Paddy, ale w sumie to jej pasuje. Zakręcona taka jest, ale pozytywnie :P No a Meg, no oczywiście, że swoje musiała odwrzeszczeć na Nicka, bo mu się należało. Chociaż w sumie to się dobrali, na oboje dobrze jest czasem pokrzyczeć :P I cieszę się, że się podoba :), bo ten rozdział chyba z 5 razy przerabiałam i poprawiała, bo cały czas coś mi nie leżało :P I dzięki za życzenia :*
UsuńPodoba mi się tak ostra Meg!Nickowi się należało i bardzo dobrze,ze go wygoniła :-)No i jedzie do Padzika,jupi!Ciekawe czy w końcu spotkają się i porozmawiają.
OdpowiedzUsuńNo cóż, wyszedł z niej trochę taki diabełek :P Ale to tak chwilowo raczej. No i sobie gdzieś tam pojedzie, a czy porozmawiają to... za jakiś czas się dowiecie :P W każdym razie, fajnie, że się podoba :)
UsuńNo jasne,że się podoba :-) Już nie mogę się doczekać jak się wreszcie spotkają.O ile w ogóle się spotkają.Ale sądząc po prologu, to nawet jak się spotkają,to się nie dogadają...Ech...coraz bardziej to wszystko skomplikowane :-)Ciekawa też jestem czy Meg i Joy się poznają?
OdpowiedzUsuńNo pewnie kiedyś się tam poznają, nie wiem czy w najbliższym czasie, czy trochę później, ale jakoś do tego dojdzie. :) A z Paddym, no cóż. Jakby się dogadali to byłby happy end, nie? A na razie się na to nie zapowiada :)
UsuńDziękuje za dedykację :) jestem wzruszona :)
OdpowiedzUsuńSuper cała ta część -Joy super, pomaga, nie ocenia, wspiera i tego Paddy potrzebuje. Paddy nadal zagubiony, ale da sobie radę, czuję to, że da :)
Meg i Nick jak on mógł, to chamstwo tak się zachować, po tym co Paddy przeszedł nie powinien był słyszeć jego, cham z tego Nicka i tyle
Super i czekam na dalej :)
No cóż Nick jest taki nie bez przyczyny:P A Paddy, Paddy, więc... no zagubiony, a Joy jest cały czas obok i stara się pomóc, trochę po swojemu ale zawsze to coś :) Przynajmniej nie jest sam :) I bardzo się cieszę, że się podoba :) No a dalej... dalej to się będzie działo :P
Usuń